Browar Garczek (sezon 1) - wnioski!
1 Piwo to nie leczo. Zacznij od mniejszej ilości składników

3 Smród to tylko smród, kropki to tylko kropki
Pisałem o tym już przy drugiej warce, piwo (12 blg) po 3 tygodniach burzliwej (nie było kiedy przelać) po otwarciu fermentora atakowało niemiłosiernie gryzącym nozdrza odorem, a na powierzchni pływały białe kropki przypominające pleśń. Byłem wtedy mocno zniesmaczony i zły na siebie, że nie udała mi się druga warka. Ale warka tak na prawdę się udała, ba! Zniknęła szybciej niż pierwsza. Okazało się więc, że to, że piwo w fermentorze nagromadziło spore ilości gryzącego dwutlenku węgla i że na jego powierzchni pływa "coś" białego wcale nie oznacza konieczności wylania go w kanał. Oczywiście zdarzają się przypadki zepsucia, zakażenia piwa, ale gdy przyłożymy się do zapewnienia sterylności całemu procesowi nie powinniśmy się zanadto martwić. W razie wątpliwości zawsze możemy zapytać o zdanie kogoś bardziej doświadczonego.
4 Małe są bardziej sexy...
Mam garnek 14 litrów i jest mi z tym dobrze. Nie wyobrażam sobie uwarzenia 8 warek o standardowej objętości i trzymania ich w ciasnej piwnicy w bloku. Cały mój pierwszy sezon to około 160 butelek piwa, gdybym robił "normalne" warki to albo musiałbym znaleźć miejsce dla ponad 300 butelek, albo warzyłbym znacznie rzadziej i mniej bym się przez to nauczył. Wolę moje małe wareczki ponieważ:
Nie martwię się też o konkursy w których prędzej czy później wezmę udział, bo tam wystarczy mieć przygotowane 5-10 butelek. Krótko mówiąc mały garnek to nie obciach, warz tyle ile Ci pasuje.
- Jak coś sknocę to mniejszy żal wylać.
- Bo dzielę saszetkę drożdży na pół i warzę tydzień po tygodniu.
- Bo wydaję mniej na surowce, a zabawy mam tyle samo.
Nie martwię się też o konkursy w których prędzej czy później wezmę udział, bo tam wystarczy mieć przygotowane 5-10 butelek. Krótko mówiąc mały garnek to nie obciach, warz tyle ile Ci pasuje.
Wiecie, że butelki muszą być zrobione na błysk jeśli chcemy do nich lać piwo, prawda? O tym się nie pisze zbyt często bo to nic przyjemnego, ale z myciem butelek jest jak ze zbieraniem ziemniaków, chcesz mieć dobry obiad, musisz się urobić po pachy. Ja myję butelki na 3 razy, pierwsze porządne płukanie samą wodą, potem płukanie płynem do naczyń i mycie szczotką do butelek, a na koniec przed samym butelkowaniem kąpiel w OXI (i ewentualnie płukanie jak przesadzę z ilością naszego ulubionego środka). Taka przeprawa jak do tej pory zagwarantowała mi spokojny sen, a przegazowanie wynikało raczej ze słabego odfiltrowania chmielin w pierwszych warkach. Nie można tez zapomnieć, że browar domowy to oprócz warzenia także mycie fermentorów, wynoszenie młóta, czyszczenie garnka i sprzątanie kuchni, bo zawsze się coś wychlapie.
6 Jak to jest z tym zacieraniem
Tutaj niestety nie mogę pochwalić się sprawdzonymi i jednoznacznymi informacjami. Według artykułu z którego większość piwowarów domowych na początku swojej drogi korzysta wynika, że poziomem odfermentowania sterujemy w procesie zacierania lawirując w temperaturze od 62°C do 70°C. Jest tam też informacja o sterowaniu poprzez wydłużanie bądź skracanie przerwy scukrzającej. Kiedy zaczęło mi zależeć na konkretnym typie zacierania ziarna (na słodko lub wytrwanie) przekonałem się że wcale to nie jest takie proste. Zacząłem kombinować z przerwami w różnych temperaturach, a to całość w 69, a to dłuższa przerwa w 72°C. Pod koniec sezonu zapytałem w końcu kogoś mądrzejszego i okazało się, że teoretycznie najlepiej będzie starować długością przerw 62°C 72°C, czyli tak jak jest we wstępie w w/w artykule. Moje próby nadal trwają, więc tego punktu nie należy jeszcze brać za pewnik, niemniej druga warka drugiego sezonu zatarta na słodko (62°C 15 min, 72°C 50 min) odfermentowała w 59% z tym, że było to piwo ciemne.
Tutaj niestety nie mogę pochwalić się sprawdzonymi i jednoznacznymi informacjami. Według artykułu z którego większość piwowarów domowych na początku swojej drogi korzysta wynika, że poziomem odfermentowania sterujemy w procesie zacierania lawirując w temperaturze od 62°C do 70°C. Jest tam też informacja o sterowaniu poprzez wydłużanie bądź skracanie przerwy scukrzającej. Kiedy zaczęło mi zależeć na konkretnym typie zacierania ziarna (na słodko lub wytrwanie) przekonałem się że wcale to nie jest takie proste. Zacząłem kombinować z przerwami w różnych temperaturach, a to całość w 69, a to dłuższa przerwa w 72°C. Pod koniec sezonu zapytałem w końcu kogoś mądrzejszego i okazało się, że teoretycznie najlepiej będzie starować długością przerw 62°C 72°C, czyli tak jak jest we wstępie w w/w artykule. Moje próby nadal trwają, więc tego punktu nie należy jeszcze brać za pewnik, niemniej druga warka drugiego sezonu zatarta na słodko (62°C 15 min, 72°C 50 min) odfermentowała w 59% z tym, że było to piwo ciemne.
Komentarze
Prześlij komentarz