Zimny, górski powiew ślizgał się po stromym, skalistym zboczu Gór Piwnych i z impetem dotarł do krasnoludzkiej wioski, położonej w ciasnej dolinie. Tam, rozpędzony połączył się z lodowanym podmuchem zionącym od strony wodospadu i z ogromną siłą zdmuchnął z łysiejącej głowy czapkę młynarzowi, który właśnie zmierzał do głównej bramy miasteczka. Kłosy zboża, które niósł w dłoni pokłoniły się gwałtownie wysypując kilka pszenicznych ziaren, a worek ze zmielonym zbożem zakołysał się niebezpiecznie. - Pieprzona jesień, już lezie. - powiedział krzywiąc z zimna twarz. Do bram wioski zostało już tylko kilkaset metrów. Młynarz niósł ostatni transport mąki z młyna, a kilka kłosów zabrał na drogę, żeby mieć co przeżuwać z nudów. Żelazna, potężna brama rosła z każdym krokiem, a wraz z nią lodowate podmuchy wiatru. Krasnolud myślał już tylko o ciepłem, kamiennym kominku i miękkim, skórzanym fotelu. Miał zamiar poczuć jeszcze odrobinę lata i na tę okazję trzymał w piwnicy wyjątkowo letnie, orzeźwia...