Do zamku na stumetrowej skale zbliżała się północ. Była to ulubiona pora spacerów gospodarza strasznego zamczyska. Jak co noc, Nosferatu wybrał się na spacer. Padał deszcz, krople spływały po jego płaszczu, a on kroczył, wręcz sunął po ścieżce, wpatrzony w deszczowy krajobraz. Z jednej strony zimne mury jego zamku, a z drugiej kilka metrów kamienistej zieleni i stumetrowa przepaść. Nosferatu znał każdy, najdrobniejszy nawet kamyk leżący w koło zamku. Tej nocy jednak, jego uwagę od rutynowego spaceru, odwrócił błysk w trawie. Nosferatu spojrzał zaniepokojony i zarazem ciekawy, co też tak silnie odbiło wątły blask księżyca. Jego idealny, nienaruszony spokój został właśnie zmącony. Chwilę patrzył w kierunku trawy, po czym schylił się. O omszały kamień, wśród ździebeł mokrej trawy, oparta była bezimienna butelka z czarnym kapslem. Nosferatu przyjrzał się jej i powoli ją podniósł. Gdy nic się nie wydarzyło, gospodarz zamku, wrócił na ścieżkę i schował znalezisko za pazuchę płaszcza. Upew...